Członkowie PSR, po założeniu nowego konta, proszeni są o przesłanie informacji o swoim loginie na forum@psr.org.pl
Każdy nowy użytkownik forum musi zapoznać się z regulaminem forum.
LittleSheep napisał:
jszczepanik napisał:
Wiara w Boga moim dzieciom raczej nie groziZ powodu indoktrynacji, której doświadczają w domu i zawdzięczają ją autorytetowi - ojcu ateiście ^^.
Indoktrynacji raczej nie uprawiam. Wystarczy zadawać proste pytania i ciąg rozumowy doprowadzać do absurdu, bądź jawnej sprzeczności.
Co jak co, ale radziłbym sprawdzić jakie poglądy ma rozmówca zanim będzie się wysuwało tak absurdalne tezy (i nie mówię o kupowaniu od razu mojej książki, ale chociaż zadnia sobie trudu przejrzenia forum).
Pozdrawiam
Jarek
jszczepanik napisał:
Indoktrynacji raczej nie uprawiam. Wystarczy zadawać proste pytania i ciąg rozumowy doprowadzać do absurdu, bądź jawnej sprzeczności.
To już jest indoktrynacja. Jakikolwiek wysnujesz wniosek, czy absurdalny, czy nie absurdalny, dziecko (oczywiście z tych młodszych, nie mówię tu już o 16 latkach), zawsze ci przyzna rację, gdyż dziecko NIE POTRAFI krytycznie oceniać czyichś wypowiedzi. Dziecko nie wie, co to absurd.
Tobie może się wydawać, że go nie indoktrynujesz, tylko udowadniasz, że coś jest absurdalne. No ale ty w istocie niczego nie udowadniasz - bo dziecko nie potrafi krytycznie spojrzeć na to, co przedstawiasz mu jako dowód.
Identyczne "dowody" przedstawiają dzieciom rodzice wierzący. A ich dzieci identycznie przyznają im rację, jak tobie przyznałoby rację twoje dziecko.
Przykład: Wierzący rodzic mówi dziecku: "Niektórzy mówią, że Bóg nie istnieje, ale jeśli nie ma Boga, to kto stworzył świat?".
Wystarczy, że to powie - dziecko już jest zindoktrynowane, ponieważ nie spojrzało krytycznie na tę wypowiedź, tylko przyjęło jej wniosek za bezsprzecznie prawdziwy.
No bo KTO STWORZYŁ ŚWIAT? Takie jest pytanie. Ale dziecko nie potrafi sobie pomyśleć "a czy w ogóle ktokolwiek musiał go stwarzać?". Samo pytanie "kto stworzył?" sugeruje dziecku, że ktoś na pewno stworzył.
Innym dobrym przykładem tego, jak słabo jest u dzieci z krytyczną oceną pytań i innych wypowiedzi, może być ćwiczenie z podręcznika biologii do czwartej klasy szkoły podstawowej. Tych podręczników już nie drukują, ale ja z niego korzystałem, jak chodziłem do szkoły.
Było tam pytanie brzmiące następująco:
"W Ciechanowie mieszkają państwo Wróblewscy. Państwo Wróblewscy mają 70 lat oraz nie posiadają żadnych dzieci. Czy za 20 lat w Ciechanowie będzie mieszkał ktoś, kto nosi nazwisko Wróblewski?"
Oto to pytanie.
Jak dzieci z czwartej klasy podstawówki odpowiadały na to pytanie? Bezsprzecznie każde powiedziało, że oczywiście za 20 lat NIE BĘDZIE w Ciechanowie mieszkać nikt o nazwisku Wróblewski.
Czy ta odpowiedź była racjonalną odpowiedzią na to pytanie? Ja zakładam, że autor pytania takiej właśnie odpowiedzi oczekiwał od uczniów. Wygląda na to, że sam nie dostrzegł, że na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie się nie da.
Ale tok myślenia dziesięciolatka po usłyszeniu takiego pytania jest następujący: "Oni są starzy, to za 20 lat już nie będą żyć, a dzieci nie mają, no to nikogo w Ciechanowie o nazwisku Wróblewski już wtedy nie będzie".
Dzieci nie zdają sobie sprawy z pominięcia wielu innych możliwości, takich jak:
- Czy w Ciechanowie mieszka jakaś rodzina państwa Wróblewskich (np. młodszy brat pana Wróblewskiego)?
- Czy w Ciechanowie mieszka ktoś o tym samym nazwisku, ale bez pokrewieństwa z Wróblewskimi?
- Czy państwo Wróblewscy (lub chociaż jedno z nich) mogą dożyć 91. roku życia?
- Czy za jakiś czas, przed śmiercią państwa Wróblewskich, przyprowadzi się do Ciechanowa ktoś, kto nosi takie samo nazwisko jak oni?
- Czy ktoś mieszkający w Ciechanowie, bez pokrewieństwa z państwem Wróblewskimi i noszący inne niż oni nazwisko, nie zmieni w przyszłości sobie nazwiska na "Wróblewski"?
- .....
itd., itd., w zasadzie można wymyślać dziesiątki różnych przyczyn, dla których za 20 lat w Ciechanowie nadal będą mieszkać jacyś Wróblewscy.
Jednak czwartoklasiści podążają za prostą sugestią płynącą z pytania, i większość z nich stanowczo odpowie na to pytanie negatywnie.
Byłbym zapomniał - jakie mogło być jeszcze zamierzenie autora tego pytania? Przypomnijmy pytanie:
"W Ciechanowie mieszkają państwo Wróblewscy. Państwo Wróblewscy mają 70 lat oraz nie posiadają żadnych dzieci. Czy za 20 lat w Ciechanowie będzie mieszkał ktoś, kto nosi nazwisko Wróblewski?"
Co w tym pytaniu może być elementem indoktrynującym dzieci?
Ano rzecz jasna wywołanie nastroju smutku u dzieci, a u bardziej wrażliwych wręcz płaczu w klasie, że oto za 20 lat w Ciechanowie nie będzie już nikogo z Wróblewskich! Cóż za niepowetowana strata! Pewnie niektóre dzieci się popłakały, po usłyszeniu odpowiedzi "Nie, nie będzie już Wróblewskich"...
A więc należy się rozmnażać i robić dzieci, żeby przedłużyć swój ród! Taki komunikat dziecko otrzyma, po przeczytaniu tego pytania. To ma dziecko zindoktrynować, by żyło w przekonaniu, że jak dorośnie, to musi skombinować sobie dzidziusia. I to wcale nie musi być jawnie wypowiedziane. Sugestia w powyższym pytaniu jest wystarczająco wyraźna.
A więc celem autora pytania, pewnie nie było wcale skłonienie dzieci do logicznego myślenia i do wymyślania różnych możliwości, które powodowałyby, że w Ciechanowie za 20 lat nadal mieszkaliby jacyś Wróblewski, lecz jego celem było wypaczenie dzieciom mózgu tak, by przejęły konserwatywny światopogląd nakazujący robienie dzieci.
Beeeeeeeeeee
LittleSheep napisał:
jszczepanik napisał:
Indoktrynacji raczej nie uprawiam. Wystarczy zadawać proste pytania i ciąg rozumowy doprowadzać do absurdu, bądź jawnej sprzeczności.To już jest indoktrynacja. Jakikolwiek wysnujesz wniosek, czy absurdalny, czy nie absurdalny, dziecko (oczywiście z tych młodszych, nie mówię tu już o 16 latkach), zawsze ci przyzna rację, gdyż dziecko NIE POTRAFI krytycznie oceniać czyichś wypowiedzi. Dziecko nie wie, co to absurd.
Różnica jest taka, że ja nie wysnuwam wniosków mimo, iż zdaję sobie sprawę, iż moje dziecko nie będzie w stanie samo takich wysnuć. Raczej staram się przekazać wiedzę wysoce uprawdopodobnioną. Gdy dziecko dojrzeje na podstawie tej wiedzy będzie już mogło samo wyciągać wnioski.
Pozdrawiam
Jarek
jszczepanik napisał:
Różnica jest taka, że ja nie wysnuwam wniosków mimo, iż zdaję sobie sprawę, iż moje dziecko nie będzie w stanie samo takich wysnuć. Raczej staram się przekazać wiedzę wysoce uprawdopodobnioną.
Dziecku automatycznie wysnuje się taki "wniosek", który będzie się sam rzucał w oczy. Niekoniecznie wniosek prawdziwy.
Tak jak podawałem w przykładach.... "Jeśli Bóg nie istnieje, to kto stworzył świat?". Po takim pytaniu dziecko wysnuwa "wniosek", że Bóg musi istnieć. I z tym przeświadczeniem będzie żyć dalej przez wiele lat.
jszczepanik napisał:
Raczej staram się przekazać wiedzę wysoce uprawdopodobnioną.
Osoba wierząca, zadając wyżej wymienione pytanie o stworzenie świata, też myśli, że to wiedza wysoce uprawdopodobniona. Więc w tym punkcie niczym się od takiej osoby nie różnisz.
jszczepanik napisał:
Gdy dziecko dojrzeje na podstawie tej wiedzy będzie już mogło samo wyciągać wnioski.
Gdy dziecko dojrzeje, to będzie wyciągać "wnioski" nadal patrząc przez pryzmat tego, co mu wpoiłeś (jawnie lub niejawnie), kiedy było młodsze.
Nawet nie musisz mu nic mówić. Dziecko i tak ma tendencję do naśladowania zachowań rodziców.
"Chcę być taki jak tata".... mało razy to tak dzieci mówią?
A więc, tylko dodam, że jedyną możliwością, jaką widzę, by zapewnić, aby dziecko wykształciło swój światopogląd w miarę samodzielnie, jest zdegradowanie przez rodziców swojego własnego autorytetu. Dziecko po prostu musi poczuć, że jest od rodziców mądrzejsze. Dopiero wtedy będzie myśleć na własną rękę.
Beeeeeeeeeee
Legenda Forum:
© 2006-2012 Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt z administratorem: admin [at] psr.org.pl. Developer: Eysmont Media